Kilka dni przed ogłoszenie w naszym kraj kwarantanny byłam w moich rodzinnych stronach, na wsi. Wyjechałam tylko na dwa dni, żeby odetchnąć od miasta. Za każdym razem kiedy tam jestem doceniam ciszę I spokój, który towarzyszy temu miejscu. Będąc tam pomyślałam, że właśnie tego brakuje mi w Warszawie- wyciszenia. W stolicy potrzebujesz wyjechać kilka kilometrów poza nią, żeby skorzystać ze "spokoju", bo nawet warszawskie parki czy lasy tego do końca nie oddają- przynajmniej w moim odczuciu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 marca 2020
czwartek, 20 grudnia 2018
PROTEST NAUCZYCIELI, CZYLI O CO CHODZI I CO MA DO TEGO HISZPANIA
Od kilku dni cały internet i media grzmią w związku z tematem protestu nauczycieli. Nie chciałam brać udziału w tej dyskusji, tym bardziej, ze okres przedświąteczny raczej związany jest z radością i pozytywnymi informacjami, ale skoro już mam to pedagogiczne wykształcenie...
Właśnie, pedagogiczne wykształcenie, którego wykorzystania w praktyce od jakiegoś czasu unikam jak ognia. (Mam tutaj na myśli, pracy zawodowej na powiązanym stanowisku.)pómulo, że lubię pracę z dziećmi, pracując w przedszkolu udało mi się wytrzymać niespełna miesiąc, po czym powiedziałam sobie, że nigdy więcej tam nie wrócę. Szkolne praktyki też mnie nie zafascynowały, wręcz przeciwnie, zniechęciły do wykonywania tego zawodu. Praca w domu dziecka w tym przypadku z trojga złego była najbardziej zadowalająca, ale też jakby nie patrzeć to rodzaj funkcji pełnienia obowiązków nauczyciela. I wcale nie chodzi tylko o zarobki, które jak zapewne wiecie nie umywają się do pracy, którą wykonują nauczyciele, chodzi o coś znacznie ważniejszego.
wtorek, 25 września 2018
WIELKI - MAŁY POWRÓT
Po motywującym wpisie o
wyznaczaniu sobie celów wracamy z podkulonymi ogonkami. A to dlatego, że może
same nie dałyśmy dobrego przykładu jak być pełnym energii do działania i zawsze
pozytywnie nastawionym do życia. Z drugiej strony może to i dobrze, jesteśmy
tylko ludźmi i każdy z nas ma jakieś słabości ( ja na przykład jestem
mega leniwa i niezdyscyplinowana, czego efekty zdążyliście zauważyć).
Porywając się z motyką na słońce, marząc o wielkich planach
stworzenia bloga, bo nie oszukujmy się taka aktywność internetowa jest teraz
bardzo na topie, powracamy mądrzejsze i bardziej zdecydowane. Być może czas znów
zweryfikuje naszą motywację do tej formy pracy, ale kto nie próbuje szampana
nie pije - a my jako polki patriotki bardzo lubimy różnego rodzaju procentowe
trunki ;)
Od napisania
ostatniego postu w naszym życiu nastąpiło wiele zmian. Zmian, o których
rozmyślałyśmy już dużo wcześniej i którymi chcemy się z Wami podzielić w
kolejnych postach. Niezmienny jednak pozostał fakt, że prowadzenie bloga było i
w dalszym ciągu jest naszym malutkim marzeniem. Jak długo… czas pokaże. Może
nie mamy do końca sprecyzowanych celów i planów, ale najważniejsze jest
podejmowanie działań, nawet jeżeli skutki czasami są różne od tych,
których oczekujemy. Czasami zaczynamy, bowiem pewne rzeczy w nieodpowiednim
czasie i punkcie naszego życia. Jak widać, na naszym przykładzie najwyraźniej
to nie był nasz czas na pisanie bloga. Nie warto się jednak zniechęcać i szybko
poddawać. Dzisiejszy świat opiera się głownie na komercji. Kreowany
hasłem „ jak się coś dobrze nie „klika” nie warto w to brnąć, albo kolejne moje
ulubione, swoja drogą bardzo DE - motywujące „ Jest za późno niż Ci się wydaje”.
Wszystko nakręcane jest pędem i idealnością. Przyznajemy się, też trochę w to
wpadłyśmy. Widząc na początku brak miliona odsłonięć, stopniowe pełne pomysłów
głowy osiadały na mieliźnie. Bo nie warto, przecież i tak nikt tego nie czyta
poza znajomymi klikającymi w link umieszczony na tablicy Facebooka. I po co to
wszystko?! Pewnie wiele osób wpada w tą samą pułapkę, gasząc tym samym jakąś
swoją małą ideę już w zalążku. Ok, wszystko zależy, jakie mamy przesłanki
wykreowania bloga. Mam wrażenie, że ta sfera ma jakieś dziwne napiętnowanie i
przeznaczenie tylko dla osób, które osiągnęły już w niej sukces. I to
rzeczywiście może być demotywujące. Teraz jednak mamy zupełnie inne założenia i
kierujemy się innymi przesłankami. Chcemy, aby nasz blog nie był miejscem
komercyjnym. Chcemy dzielić się na nim naszym życiem (oczywiście z rozsądkiem),
doświadczeniami i przemyśleniami. Chcemy pisać o tym, co wypływa z naszego
wnętrza, a nie z presji prowadzenia bloga. Tym razem musi się udać!
Trzymajcie kciuki !
poniedziałek, 2 października 2017
ZMIANY
W pierwszej chwili wydają się być prostym
działaniem, gdy jednak dochodzi do podjęcia konkretnej decyzji, zazwyczaj
zaczynamy się zastanawiać. Myślimy wówczas o plusach, minusach, wadach i
zaletach…, coraz ciężej jest podjąć pewne ustalenia. Mimo tego, że widzimy
więcej pozytywnych stron, minusy nas przytłaczają a w efekcie blokują. Często
dopuszczamy do siebie stwierdzenia, wręcz je sobie wmawiamy i tym samym próbujemy siebie usprawiedliwić, mówiąc: ”to nie dla mnie”, ”jestem na to za stary/młody”, „to jest zbyt
ryzykowne”, "być może nie wypada”. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego
tak ciężko przychodzi nam podejmowanie nowych wyzwań? Przede wszystkim główną
barierę stanowi zrobienie pierwszego a zarazem najważniejszego kroku. Nie
chodzi o to, że nie chcemy, czy nie wyobrażamy sobie osiągnąć pożądanego
efektu. Zazwyczaj przewodzi nami strach przed czymś nowym, nieznanym,
obcym. Chcielibyśmy, ale się boimy, bo nie jesteśmy do tego
przyzwyczajeni. Nasz mózg kieruję się wyuczonymi schematami, czyli
pewnymi narzuconymi wzorcami, które nie jest łatwo zmienić. Dlatego właśnie
marzymy i marzymy, a marzenia tylko tkwią w naszej głowie, nie dochodzi do ich
realizacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



